Forums › Souverain des Dragons › Discussions › Porażka w szachach i wygrana
Ce sujet a 0 réponse, 1 participant et a été mis à jour par 46130924, il y a 1 semaine et 3 jours.
-
AuteurMessages
-
avril 11, 2026 à 3:51 #71050
46130924ParticipantJestem Piotr, mam 45 lat i od trzydziestu lat gram w szachy. Nie profesjonalnie, amatorsko, ale na poważnie. Dojeżdżam na turnieje, mam ranking, czytam książki o otwarciach. W tamtą sobotę przegrałem swój mecz ligowy w dwadzieścia minut. Typowy debiut, który znam od lat, a mój przeciwnik – jakiś dzieciak w bluzie z kapturem – rozjechał mnie w czternastu posunięciach. Wyszedłem z sali wkurzony jak nigdy.
Żona powiedziała: « Weź się uspokój, to tylko gra ». Ale ja nie mogłem. Wróciłem do domu, zamknąłem się w pokoju i zacząłem bezmyślnie klikać w telefonie. Przeglądałem grupy szachowe, potem jakieś oferty, potem przypadkiem trafiłem na stronę, o której nigdy wcześniej nie słyszałem. Wavada. Nazwa brzmiała jak nowy otwarcie szachowe. Albo jakaś egzotyczna miejscowość.
Wszedłem z nudów. Nie wiedziałem, że to kasyno. Myślałem, że to jakiś portal z grami logicznymi. Głupi jestem? Trochę. Ale tej nocy było mi wszystko jedno. Przegrałem z dzieckiem w szachy. Czego miałem więcej żałować?
Strona wavada okazała się kasynem. Ale nie wyszedłem. Zarejestrowałem się, bo miałem ochotę zrobić coś głupiego. Wpłaciłem 80 zł. Tyle, ile kosztuje nowa książka o hiszpańskiej partii. Pomyślałem – przegram, to przegram. I tak przegrałem dzisiaj ważniejszy pojedynek.
Zacząłem od ruletki. To jedyna gra, którą rozumiem. Zero strategii, zero blefu. Po prostu kula i liczby. Postawiłem na czarne. Kula wpadła w czerwone. Straciłem 20 zł. Postawiłem znowu na czarne. Znowu czerwone. Straciłem kolejne 20 zł. Pomyślałem – no tak, taki sam pech jak w szachach.
Zostało mi 40 zł. Postawiłem wszystko na numer 22. Dlaczego 22? Bo to mój numer startowy w turniejach. Głupie, wiem. Ale w tamtym momencie nie miałem nic do stracenia.
Kula się kręci. Ja patrzę. Ona się kręci. Ja myślę o tym dzieciaku w kapturze, który rozwalił moją obronę sycylijską. Kula zwalnia. Pada na 22.
Nie krzyknąłem. Siedziałem cicho. Patrzyłem na ekran, który pokazywał wygraną. 40 zł zamieniło się w 1400 zł. Tak. Czterdzieści razy wygrana. Siedziałem i myślałem o wszystkich swoich partiach, które przegrałem przez głupie błędy. I o tym, że tym razem, w grze czystego przypadku, błędu nie było.
Wypłaciłem 1300 zł. Zostawiłem 100 na koncie, żeby zagrać jeszcze kiedyś. Przelew przyszedł w niedzielę rano. Żona myślała, że dostałem premię od klubu szachowego. Nie poprawiałem jej.
Za te pieniądze kupiłem nowy komputer do analizy partii i zapisałem się na kurs online u jednego arcymistrza. Reszta poszła na rachunki. Najśmieszniejsze jest to, że następny turniej wygrałem. Może to przez nowy komputer, może przez to, że przestałem się tak mocno przejmować porażkami. A może po prostu los mi oddał za wszystkie te lata, gdy siedziałem nad szachownicą i zaciskałem zęby.
Czy teraz gram w wavada? Owszem, czasem. Raz na miesiąc, może rzadziej. Zawsze małe kwoty. Ale traktuję to jak odpoczynek od szachów. W szachach każdy błąd kosztuje. W kasynie – też. Ale inaczej. W kasynie nikt nie rozjeżdża twojego ego w czternastu posunięciach.
Ta wygrana nauczyła mnie jednego – czasem warto odpuścić. Przestać analizować, przestać szukać idealnego posunięcia. Po prostu postawić na swój numer i poczekać. Nie mówię, że to działa zawsze. Ale działało raz. Tej jednej soboty, gdy przegrałem w szachy, a wygrałem w życiu.
Dziś przed każdym turniejem gram jednego spina na wavada. Nie dla kasy. Dla tego uczucia, że nic nie jest przesądzone. Że nawet po najgorszej porażce może przyjść coś dobrego. I wiesz co? Od tamtej pory nie przegrałem z żadnym dzieckiem w kapturze. Może to pech przeciwników. A może po prostu w końcu uwierzyłem, że czasem warto zaryzykować.
-
AuteurMessages
Vous devez être connecté pour répondre à ce sujet.